czwartek, 12 maja 2016

Ops?

Witajcie kochani!
To znów ja! Cóż wiem co obiecałam i nie martwcie się nie zapomniałam. One-shoty się piszą. Mamy pierwszy skończony. Drugi jest już prawie skończony. Ale ogólnie jesteśmy do tyłu z pisaniem oraz sprawdzaniem. Niestety obie mamy jakieś zajęcia. Zresztą tak jak każdy. Staramy się to jednak ogarną. Tak więc musicie poczekać jeszcze tydzień na pierwszego one-shota. Nie zamierzamy zostawić was bez pożegnania. O to nie musicie się martwić.
Trzymajcie się! Całuski ( hahahah nie wierzę, że to napisałam. Cóż słoneczna pogoda w Szkocji *uwierzcie mi taka pogoda to cud!* chyba tak na mnie wpływa)
Pozdrawiam OfeliaRose

piątek, 6 maja 2016

Informacje *

Witajcie kochani!
Wiem, że miałam wrzucić notatkę już wczoraj ale cóż przez pracę nie mam ani chwili wytchnienia.
Jestem pewna, że niektórzy z was widzieli moją odpowiedź na komentarz pod ostatnim rozdziałem.
Jeśli nie to....
,,Spotted love" jest ostatnim opowiadaniem na tym blogu.
Jest mi ciężko to pisać ale rezygnuję z pisania. Nie mam kompletnie na to czasu w obecnej chili. Poznałam niedawno kogoś, do tego dochodzi praca oraz fakt, ze w sierpniu zaczynam college.
Naprawdę nie chcę was zostawiać ale jest to nieuniknione.
Zarówno ten blog jak i moje pozostałe blogi na których publikowałam opowiadania nie zostaną usunięte. Natomiast strona na fb zostanie usunięta zaraz po pojawieniu się ostatniego one-shota.
Postaram się również nadrobić wrzucanie rozdziałów na chomika oraz dać wam ,,Spotted love" w jednym pliku ;)
Mam nadzieję, że będziecie tu po wszystkim wracać. Że choć troszkę mnie lubicie i zatęsknicie czasem. Nie chcę wam mówić, że może wrócę czy coś bo nie umiem przewidzieć tego co będzie za jakiś czas. Jeśli znajdę wolną chwilę, motywację i wenę to może coś kiedyś z pod mojego ,,pióra" wypłynie (och! Jak poetycko! hahaha ). Co do Freak to nie wiem co dokładnie planuję. Jestem pewna, że jeśli postanowi coś publikować to będziecie o tym wiedzieć i wrzuci tu o tym notatkę.
To na razie chyba tyle. Przed nami cztery ( cztery? bo szczerze nie jestem pewna. ups! zakręcona ja).
Napiszę do was jeszcze w notatce pożegnalnej!
Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiam OfeliaRose
WYBACZCIE WSZELKIE BŁĘDY BĄDŹ BRAK PRZECINKÓW JA MAM TAK ZAWSZE
I WSZYSCY CO SPRAWDZALI MOJE PRACE MOGĄ TO POTWIERDZIĆ :*
A bym zapomniała! Będzie mi strasznie brakować narzekania, zrzędzenia i tych innych rzeczy ze strony Damiana ! Twoje komentarza w jakiś sposób zawsze mnie bawiły i czekałam na nie  hahaha;)
To chyba tyle!
Buziaki !! :*

czwartek, 28 kwietnia 2016

Spotted Love 12

Witam!
Przed wami ostatni rozdział Spotted Love. Mam nadzieję, że opowiadanie się wam podobało. Oczywiście wrzuciły jeszcze One Shot'y, ale tradycyjnie z tygodniową przerwą. 
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali z nami do końca.
Pozdrawiam, freak.


Spotted Love


Rozdział 12

Tristan
Pięć lat później.

Tristan, widziałeś może ten duży karton z moimi książkami? Boje się, że zapomniałem go zabrać z domu rodziców!
Przewróciłem oczami. Dziś był ostatni dzień naszej przeprowadzki. Wreszcie po tygodniu mieliśmy wreszcie spać w naszym nowym mieszkaniu. Od ponad roku zbieraliśmy pieniądze by z niewielką pomocą naszych rodziców uzbierać na kupno piętrowego mieszkania w centrum miasta. 
Na dole znajdowała się przestronna kuchnia z dużym blatem, który oddzielał ją od jadalni. Obok znajdował się salon, pokój gościnny oraz łazienka połączona z toaletą. Schody prowadziły na piętro, gdzie znajdowały się trzy sypialnie oraz łazienka z toaletą. Największą sypialnię postanowiliśmy zająć my.  Jedną przerobić na pokój pracy, gdzie mogłem przyszykować się do szkoły. Nadal do niej chodziłem, tyle że teraz sam uczyłem maluchy języka francuskiego w prywatnej szkole. Trzecią sypialnię zostawiliśmy jako gościnną.
Nie zapomniałeś ich. Są tutaj, już je rozpakowałem – krzyknąłem, układając ostatnie rzeczy na półkę.
Mieszkanie zostało umeblowane, a nasze rzeczy przywiezione, więc dziś mogliśmy nareszcie tu zostać razem.
Naprawdę? – Nikodem pojawił się w progu z czułym uśmiechem. 
Wczoraj je przywieźliśmy, więc ci je tylko ułożyłem. – Podszedłem do niego i pocałowałem w usta.
Jesteś najlepszy. Kocham cię – powiedział, przytulając mnie mocno. – Nie wierzę, że od dziś będziemy mieszkać razem. 
Czemu? Wciąż wydaje ci się to nierealne?
Tak. Mogłeś mnie przecież zostawić. No bo, po co ci taka kaleka – powiedział, nagle tracąc humor.
Coraz częściej mu się to zdarzało. Im dłużej razem jesteśmy. A od kiedy postanowiliśmy razem zamieszkać jest to codziennością.
Niko, rozmawialiśmy o tym odkąd wróciłem po naszej małej sprzeczce z Francji. I później zresztą też. Nie przeszkadza mi to. Jest mnóstwo dzieci, które potrzebują miłości. Za parę lat po prostu adoptujemy któreś. Poza tym wciąż możemy pomyśleć o terapii. Ale na razie nie ma co rozmyślać – powiedziałem spokojnie, całując go mocno.
Masz rację.
Oczywiście, że mam, misiu. A teraz, powiedz, rozpakowałeś juz wszystko na dole?
Tak, oficjalnie mogę powiedzieć, że jesteśmy już urządzeni! – powiedział, podnosząc mnie do góry i obracając się ze mną.
Aa! Czyli teraz to jest nasz dom! Rozumiesz to, Nikodem? My jesteśmy w naszej sypialni. A na dole mamy nasz salon i kuchnie. Jak każda para! Naprawdę zaczynamy razem mieszkać!
Hm, no nie do końca. Nie jestem wciąż pewny czy to łóżko jest odpowiednio miękkie.
Słysząc to nie mogłem się nie zaśmiać.
W takim razie powinniśmy to sprawdzić. Co o tym myślisz? 
Dobry pomysł, piegusku – powiedział, rzucając mnie na łóżko. – Później dowiesz się o niespodziance jaką mam dla ciebie zaplanowaną. Ale na razie trzeba upewnić się czy łóżko jest dobre i sypialnie ochrzcić!

Nikodem
                Obudziłem się, gdy tylko promienie letniego słońca wpadły przez okno do naszej sypialni. Przeciągnąłem się z niskim pomrukiem i przetarłem oczy. Spojrzałem w dół, na twarz Tristana, który spał z głową położoną na mojej klatce piersiowej. Jego ruda czupryna delikatnie łaskotała mnie po nagiej klatce piersiowej. Położyłem dłoń na jego głowie i odgarnąłem jego włosy za ucho. Zerknął na zegarek stojący na parapecie okna, obok którego stało nasze łóżko. Okno było na tyle duże, że parapet był na wysokości materaca łóżka.
                Nasza sypialnia była największym z pokoi w naszym nowym mieszkaniu. Przy dużym oknie, naprzeciwko drzwi, stało nasze łóżko. Na przeciwległej ścianie stał komplet białych mebli, który zajmował jej całą powierzchnię. Na jednej z szafek stał telewizor. W sypialni znajdował się również regał z książkami, który stał po lewej stronie od wejścia. Ściany były koloru biszkoptowego z białym sufitem. Tristan postarał się by nasza sypialnia emanowała ciepłem. Kazał nawet wymienić panele na białe.
                Przez uchylony okno do pokoju wpadało świeże powietrze. Pogłaskałem Tristana po policzku. Odkąd pojawiło się słońce na jego liczku pojawiło się jeszcze więcej piegów.
                – Tristan – szepnąłem. – Wstawaj, kochanie.
                Rudy zamruczał pod nosem, po czym otworzył oczy.
                – Dzień dobry – wymruczał i ziewnął.
                – Dzień dobry, książę. – Pocałowałem do w policzek. – Pora wstawać. Trzeba zjeść śniadanie, a potem mamy umówione spotkanie w kawiarni przy porcie.
                – Spotkanie? – Zdziwił się, podnosząc się do siadu.
                Kołdra zsunęła się na jego kolana, ukazując jego nagi tułów i część pośladków. Przejechałem delikatnie palcami wzdłuż jego krzyża, również się podnosząc. Przytuliłem się do jego pleców i pocałowałem go w szyję.
                – Tak, mam dla ciebie niespodziankę, ale więcej dowiesz się później – powiedziałem, odwracając jego twarz w swoją stronę i całując jego usta.
                – Ach… – jęknął. –  Mieliśmy wstać.
                – To wstawaj. – Poklepałem go lekko po lędźwiach.
                – Tak, tak. Już ja wiem, że chcesz popatrzeć jak paraduję z gołym tyłkiem po pokoju – prychnął, ale uśmiechnął się.
                – Chyba się mnie nie wstydzisz? – Wyszczerzyłem się.
                – Po tylu latach? – Odrzucił kołdrę w bok i wstał z łóżka.
                Przeciągnął się, eksponując swoje szczupłe ciało, po czym uśmiechnął się do mnie przez ramię i skierował w stronę wyjścia z sypialni.
                – Czekam na ciebie pod prysznicem. Łóżko ochrzczone to teraz czas na prysznic, prawda? – Zaśmiał się.
                – Nie prowokuj drapieżnika – powiedziałem, mrużąc oczy.
                – Więc zapoluj na mnie. – Kiwnął na mnie palcem. – Czekam.
                Pospiesznie wstałem z łóżka i już po chwili przyciskałem swoje ciało do jego.

*

                Po półtorej godzinie siedzieliśmy już w kuchni przy wyspie, jedząc śniadanie. Tristan uśmiechał się do mnie nieznacznie.
                – Coś nam zostało do rozpakowania? – zapytał, wkładając talerz do zlewu.
                – Głównie książki i nasze ciuchy.
                – No to bierzmy się do roboty – powiedział, podwijając rękawy niebiesko-różowej koszuli w kratę. – Im szybciej skończymy tym więcej czasu nam zostanie na cieszenie się nowym mieszkaniem.
                – Obyś nigdy nie stracił tego zapału – powiedziałem, również wstając i wkładając do zmywarki swój talerz.
                – Tego akurat mi nie brak, a nie zapomnij, że jest jeszcze tyle miejsc, które potrzebują ochrzczenia. – Mrugnął do mnie.
                – Myślę, że jestem w stanie sprostać twoim oczekiwaniom.
                – A kiedy urządzamy parapetówkę dla znajomych? A dla rodziny?
                – Spokojnie, kochanie. Myślę, że za tydzień w piątek może przyjść rodzinka, a w sobotę znajomi, co ty na to?
                – Super. To teraz chodź rozpakować te ostatnie pudła.
                Uwinęliśmy się w niecałą godzinę. Mieliśmy, więc trochę czasu dla siebie. Usiedliśmy na kanapie w salonie i napiliśmy się po lampce czerwonego wina by uczcić naszą przeprowadzkę.
                – Wznieśmy toast za nasze nowe mieszkanie i za nasz związek. Byśmy już zawsze byli razem – powiedział, unosząc kieliszek.
                – Już na zawsze – dodałem i stuknąłem jego kieliszek.

*

                Około godziny trzeciej udaliśmy się w stronę portu. W jednej z kawiarni przy porcie czekali na nas Maciek z Kubą. Gdy Tristan ich dostrzegł od razu podszedł się przywitać.
                – To jest ta twoja niespodzianka? – zapytał, siadając obok mojego brata przy stoliku w cieniu.
                – Tobie też powiedział, że ma dla ciebie niespodziankę? – zapytał, Maciek.
                – Co? Nikodem, wytłumacz się. Co wy dwaj kombinujecie za naszymi plecami? – Tristan spojrzał na mnie, mrużąc oczy.
                – Chyba czas im powiedzieć – odezwał się Kuba z uśmiechem.
                – Tak, masz rację. – Odwzajemniłem uśmiech. – Razem z Kubą wpadliśmy na pomysł by w czwórkę wypłynąć w rejs po jeziorach.
                – W rejs? – zapytali jednocześnie Maciek i Tristan.
                – Dokładnie. Wypożyczymy jacht i popłyniemy w rejs. Nikodem ma patent żeglarski, więc będziemy pod dobrą opieką – wytłumaczył Kuba.
                – Co wy na to?
                – Super! – Ucieszył się Maciek.
                – A ty Tristan? Cieszysz się?
                – Jeszcze nigdy nie pływałem jachtem – przyznał.
                – Zobaczysz, że ci się spodoba. – Uśmiechnąłem się do niego
                – Skoro tak mówisz to z chęcią udam się w ten rejs. Ale! Liczę na świetną zabawę.
                Zaśmialiśmy się.
                – Masz to zagwarantowane.
                – Okay, ale teraz zamówmy coś, bo mam ochotę na lody – powiedział Maciek i sięgnął po menu.
                – Ja też z chęcią zjem lody – przyznał Tristan.
                – No to ja stawiam w takim razie – powiedziałem i również sięgnąłem po kartę.

Tristan
– Jak myślisz kiedy ci się oświadczy? – To były pierwsze słowa, gdy usiadłem z mamą w salonie.
Miałem dziś czas wolny, więc postanowiłem spędzić go z mamą.
– Mamo! Mamy na takie rzeczy czas. Dopiero wczoraj wprowadziliśmy się do wspólnego mieszkania. Kto tu mówi o oświadczynach?
– Ja. Jesteś w odpowiednim wieku, tak jak on. Czas na ślub, dzieci i założenie rodziny.
– Dobrze wiesz, że będzie to dość trudne oraz, że jest to ciężki temat, szczególnie dla Niko.
Mama pokręciła głową.
– Nie byłby problemem gdybyście zaczęli o tym rozmawiać otwarcie i pomyśleli wreszcie o leczeniu. Jesteście dorośli i powinniście przestać zachowywać się jak dzieci, a tematu dzieci nie traktować jako tabu.
Westchnąłem.
– Wiem mamo, ale po prostu uważam, że mamy z Nikodemem jeszcze czas na to wszystko.
– Róbcie jak uważacie, ale jak dla mnie to powinniście skonfrontować się z problemem. No, ale nie ważne. Opowiedz wreszcie co za niespodziankę dla ciebie przyszykował Nikodem.
– Płyniemy w rejs razem z Maćkiem i Kubą po okolicach.
– Och, to fantastycznie. Naprawdę się kochacie. Cieszę się waszym szczęściem. 
– Mamo ja sam się cieszę z mojego i Niko życia.

*

– Nikodem, jesteś pewny, że mamy wszystko?! – zapytałem, siedząc w naszej sypialni i jeszcze raz obiegłem wzrokiem pokój.
– Tak, jestem. Chodź już na dół, jeśli czegoś zapomnimy to kupi się to w jakimś sklepie podczas drogi.
– No dobrze. – Zszedłem na dół i pocałowałem lekko Nikodema w usta. – To, co? Ruszamy w tą wielką przygodę?
– Oczywiście. Zobaczysz, że to będzie niesamowita zabawa, mój piegusku.

Nikodem
                – No nareszcie jesteście! – krzyknął Maciek, stojąc już na pokładzie naszego jachtu. – Ile można na was czekać? – zapytał, podpierając się pod boki z uśmiechem.
                – Wybacz, braciszku, ale Tristan chciał spakować całe mieszkanie – powiedziałem, podając nasze torby Kubie, który włożył je pod pokład.
                – A, właśnie! Gdzie jest Tristan? – dopytał.
                – Powiedział, że ma uderzenia gorąca przez ten upał i poszedł sobie kupić loda.
                Maciek zaśmiał się głośno.
                – Uderzenia gorąca w jego wieku? To co będzie jak będzie w podeszłym wieku?
                – Nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość – powiedziałem i spojrzałem w stronę przyportowej kawiarni, z której właśnie wyszedł Tristan w ciemnych okularach i z dużą porcją lodów w kubku. – O wilku mowa. – Uśmiechnąłem się szeroko w stronę swojego partnera.
                Rudy pomachał mi dłonią, w której trzymał małą, plastikową łyżeczkę i uśmiechnął się. Gdy tylko podszedł do nas od razu objąłem go i pocałowałem w czoło.
                – Już ci lepiej? – zapytałem.
                – Tak, te lody są genialne! Spróbuj – powiedział, przystawiając mi do ust łyżeczkę z truskawkowymi lodami.
                Z uśmiechem wziąłem ją między wargi i zlizałem chłodną słodycz.
                – Pyszne, ale lepiej smakowałyby gdybym mógł je zlizać z ciebie – szepnąłem by nikt niepożądany nie usłyszał.
                – Zboczuch – powiedział Tristan i dał mi lekkiego kuksańca w bok.
                – I tak mnie kochasz. – Wyszczerzyłem się.
                – Dobra, gołąbeczki – przerwał nam Maciek. – Pakujcie swoje dupeczki na pokład, bo mieliśmy już wypłynąć godzinę temu. I tak przez wasze spóźnienie daleko dzisiaj nie dopłyniemy.
                – Spokojnie, Maciek. Mamy dwa tygodnie na żeglowanie, a poza tym chciałbym jeszcze dzisiaj nie przepływać śluzy. Zatrzymajmy się na dziko przy rezerwacie. Można tam zrobić ognisko i popływać w jeziorze.
                – Dobry pomysł – przyznał Kuba. – Myślę, że na dzisiaj taki dystans by wystarczył. Wieczorem posiedzimy przy ognisku, zjemy coś, pogadamy, a potem pójdziemy spać. Jutro przepłyniemy śluzę i, w którymś porcie na Nidzkim się zatrzymamy.    
                – Co ty na to, Tristan? – zwróciłem się do rudzielca.
                – Kompletnie nie mam pojęcia o czym mówicie, ale zdaje się na was – odpowiedział zajadając się lodami.
                – A ty, Maciek?
                – Ja jestem jak najbardziej za. – Uśmiechnął się. – Ale teraz już naprawdę musimy wypływać, bo inaczej nas wieczór zastanie.
                Zgodziłem się z bratem i uprzednio ściągając z nóg sandały wszedłem na pokład. Odwróciłem się w stronę Tristana i uśmiechnąłem szeroko, wyciągając w jego stronę dłoń.
                – Zapraszam księcia na pokład.
                – Już się tak nie podlizuj – powiedział rozbawiony i ściągnął swoje japonki. Chwycił moją dłoń, po czym wszedł na pokład.
                – Usiądź sobie i dokończ lody. My się wszystkim zajmiemy – poleciłem, sięgając po nasze obuwie i wkładając je pod pokład.
                Odbicie od brzegu poszło nam sprawnie i już po kilkunastu minutach żeglowaliśmy pod pełnymi żaglami, oddalając się od Mikołajek. Tristan trochę przeżywał zwroty. Jacht przechylał się raz bardziej, a raz łagodniej. Śmiałem się i uspokajałem go.
                – Spokojnie, kochanie. Jacht się nie wywróci.
                – Niko, pozwól mi chwilę poprzeżywać, a szybciej się przyzwyczaję.
                Zaśmiałem się.
                – Dobrze, skarbie. Kuba przejmiesz na chwilę ster?
                – Jasne – odpowiedział mężczyzna i zmienił mnie.
                Usiadłem obok Tristana i objąłem go.
                – Jak ci się podoba? – zapytałem.
                – Jest niesamowicie, ale muszę się przyzwyczaić do tych ciągłych przechyłów – mruknął i spiął się lekko, gdy jacht ponownie się odchylił przez mocniejszy powiew wiatru. Tristan chwycił moje kolano i pochylił się do przodu.
                – Nie bój się. – Przytuliłem go do siebie i pozwoliłem opierać się na swoim torsie. – Spójrz na Maćka. – Wskazałem na swojego brata rozwalonego plackiem na dziobie. – Nawet się nie ruszył.
                – Tak, ale on już wcześniej pływał.
                – Ty też do tego przywykniesz, a teraz już nie myśl o tym. – Pocałowałem go głęboko w usta. – Cieszmy się wycieczką.
                Tristan uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
                – Wiesz… – Przejechał palcem wskazującym po moim torsie. – Przy sterze, jako kapitan, wyglądałeś bardzo seksownie – powiedział cicho by Kuba nie usłyszał.
                Uśmiechnąłem się szarmancko i ponownie go pocałowałem.
                – Mały kusiciel. Uważaj, bo nie pozwolę ci zasnąć tej nocy – odpowiedziałem równie cicho.
                – Mam nadzieję, że nasza koja jest zamykana.
                – Jest, ale nie jest dźwiękoszczelna, więc będziesz się musiał bardzo starać, kotku, by nikogo nie obudzić. – Przygryzłem płatek jego ucha.
                – A może to nas będą starali się nie obudzić. – Rudy poruszył dwuznacznie brwiami i lekkim ruchem głowy wskazał na Kubę.
                 Parsknąłem śmiechem.
                – Jeśli tylko nie spłodzą tu dziecka to nie mam nic do gadania. Są już dorośli.
                – Widzę, że już się z tym pogodziłeś.
                – Musiałem. – Skrzywiłem się lekko. – Ale mniejsza o to. Nacieszmy się tą piękną pogodą. Zostały nam jeszcze dwie godziny żeglugi do wyznaczonego miejsca.
                – Ja się chyba zdrzemnę – powiedział Tristan, układając głowę na mojej klatce piersiowej. – Strasznie męczące są te upały.
                Pogłaskałem go po włosach, a wzrok skierowałem w stronę jeziora i morza białych żagli. Widok był oszałamiający. Zapierający dech w piersi. Nie mogliśmy wybrać lepszej opcji spędzenia wakacji.

Tristan
Tristan, skarbie, pora wstawać. – Usłyszałem nagle koło siebie głos Nikodema.
Uchyliłem powieki, ze zdziwieniem zauważając, że słońce jest już coraz niżej i zaczyna zmierzchać. 
Jesteśmy już na miejscu?
Tak. Maciek i Kuba już zeszli na ląd. Rozpalimy zaraz ognisko i zjemy kiełbaski.
Słysząc to podniosłem się na nogi, ale nim ruszyłem w stronę zejścia z łódki złapałem Niko i przytuliłem się do niego mocno.
Kocham cię.
Nikodem zaśmiał się, całując mnie w czubek głowy.
Ja ciebie też. A teraz chodź.
Zeszliśmy na brzeg. Znaleźliśmy się na niewielkiej polance. Na jej środku znajdował się okrąg z kamieni, w którym można było rozpalić ognisko, a wkoło niego Kuba z Maćkiem już rozłożyli koce.
Trzeba nazbierać drewna i można rozpalić ognicho – powiedział Maciek z uśmiechem.
To my z Kubą poszukamy drewna, a ty z Tristanem pójdźcie po kiełbaski i przyszykujcie tu wszystko, w porządku? – zapytał Nikodem, zerkając na mnie.
Pewnie – powiedziałem, całując go w policzek, po czym razem z jego bratem wróciliśmy na łódkę.
I jak się czujesz w nowym mieszkaniu? – zapytał Maciek.
Jest świetne. Dużo miejsca no i przede wszystkim nie muszę już przyjeżdżać do was na weekendy, a Niko do mnie w tygodniu. Mamy teraz siebie na własność – powiedziałem z uśmiechem, zbierając jedzenie do torby.
– Zazdroszczę. My wciąż nie mamy co marzyć o wspólnym mieszkaniu, a przynajmniej dopóki nie znajdę lepszej pracy na weekendy. Wiem, że Kuba mógłby sam dać radę opłacać mieszkanie, ale ja tak nie chcę. Jestem z nim w związku, a nie na jego utrzymaniu.
Kiwnąłem głową.
– Wiem, co masz na myśli. Nikodem upierał się już przecież od roku, że powinniśmy zamieszkać razem, ale nie chciałem by sam opłacał mieszkanie i zależało mi na wszechstronnym miejscu.
– A, co? Myśleliście już o adopcji? – zapytał zdziwiony, schodząc z jachtu.
Kiełbaski, pieczywo, różne sosy oraz sztućce i papierowe talerzyki mieliśmy już spakowane, więc od razu ruszyliśmy z powrotem na polanę.
– Nie. Dzieci… To ogólnie drażliwy temat dla Nikodema. Poza tym, myślałem o dużym mieszkaniu choćby dla naszej własnej wygody.
– Drażliwy temat, co? W końcu będzie musiał się z tym zmierzyć. No, ale nie drążmy tematu. Powiedz lepiej jak się czujesz w pracy? Nie mogę uwierzyć, że cię przenieśli i teraz uczysz maluchy – powiedział z chichotem.
– W porządku. Czuję się nawet lepiej niż jak uczyłem klasy gimnazjalne. Co prawda nie spodziewałem się tego, ale jestem zadowolony.
– Tak właściwie jak to się stało?
– Stało się, co? – Dotarliśmy już na polane gdzie chłopaki ustawiali drewno by móc je podpalić.
– Jak to się stało, że Tris uczy maluszki? – zapytał Maciek, podchodząc do Kuby by skraść mu pocałunek
– Cóż, po pierwsze, jak to później pani vice-dyrektor określiła, byłem zbyt łagodny dla młodzieży. Przez co mnie olewali. A, że każdy zauważył, że mam ogromną cierpliwość, nie to co nauczycielka, która uczyła maluchy, to zostaliśmy zamienieni. Z tego, co wiem to gimnazjaliści teraz chodzą jak w zegarku, natomiast klasy jeden-trzy nie narzekają na mnie.
– Nie dziwię się. W końcu jak mogliby narzekać na kogoś takiego jak ty, skarbie. – powiedział Niko, zabierając ode mnie torbę.
Gdy już wszystko naszykowaliśmy, a kiełbaski były upieczone rozsiedliśmy się wkoło ogniska i…
– Straszne historie! – wykrzyknął Maciek podekscytowany.
– Maciek, ty nie kombinuj. Dobrze wiemy, że będziesz pierwszym, który będzie trząsł portami – powiedział Niko ze śmiechem.
– Jeśli będę się bał to Kuba mnie przytuli albo rozproszy moje myśli.

*

Byliśmy już z powrotem na pokładzie. Leżałem koło Nikodema, przytulając się do jego boku i pozwalając mu jeździć dłońmi po moim boku. Zamruczałem zadowolony.
– Wiesz, jeśli chcesz to twój kapitan jest przy sterze. – Chłopak szepnął mi nagle na ucho, przygryzając je.
Zachichotałem.
– Och, naprawdę? Niech ja zobaczę – powiedziałem, powoli wsuwając dłoń w jego bokserki.
Jego penis stał dumnie na baczność. Przygryzłem lekko wargę.
– Masz rację. Zwarty i gotowy do sterowania.
– Dla ciebie, mój drogi, zawsze.
– W takim razie zajmij się mną kapitanie. – Gdy tylko to powiedziałem usłyszałem łoskot jak by coś upadło na ziemię.
– Nie przejmuj się. Pewnie przez sen Maciek coś strącił – powiedział Nikodem, trącając nosem moją szyję.
Dobrze wiedział jak to na mnie działa, więc specjalnie mnie w tym miejscu stymulował.
– Och! Kapitanie, jakiś ty dobrze zbudowany. Taki silny – powiedziałem, sunąc dłońmi po jego torsie, gdy nagle…
– Och…! Kuba, nie mogę!
– Cicho, bo obudzisz Nikodema! Chcesz…. by mnie wykastrował…?
– Nic ci nie zrobi!
Gdy tylko to usłyszałem parsknąłem śmiechem, zwijając się. Czułem, że zaraz się rozpłaczę ze śmiechu. Nikodemowi mina zrzedła, a jego kapitan wyraźnie oklapł.
– Już ja tym gówniarzom jutro dam pokaz. Całą noc nie prześpią i to z pewnością nie dlatego, że będą się bawić.
– Już się tak nie denerwuj, mój kapitanie.
– Tris, nie podniecaj mnie. Nie mam ochoty tego robić, gdy słyszę jak oni tam sobie stękają – powiedział, po czym objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. – Ale nie bój się. Jutro sobie to odbijemy. A oni zapamiętają tą zemstę na długo – powiedział z głupkowatym uśmieszkiem.
Przytuliłem się tylko do niego i niedługo później zasnąłem wciąż rozbawiony sytuacją.

Nikodem
                Nazajutrz rano wstałem jako pierwszy. Młodzi po nocnych igraszkach spali jak zabici, a Tristan dopiero się wybudzał. Ranek był rześki i wilgotny. Ciepłe promienie słońca dopiero zaczęły osuszać rosę z trawy. Rozejrzałem się dookoła. W pobliżu nie było żadnych innych jachtów. Żadnych ciekawskich i wścibskich spojrzeń. Uśmiechnąłem się pod nosem i przeciągnąłem. Pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zjeść śniadanie na świeżym powietrzu, więc rozłożyłem na pokładzie stolik. W międzyczasie na pokład wyszedł Tristan, ziewając szeroko.
                – Cześć, kochanie – przywitałem się z nim, całując go w policzek.
                – Hej. – Uśmiechnął się. – Widzę, że śniadanie zjemy na zewnątrz.
                – Tak, mamy tu cień i jednocześnie słonko, a do tego powiewa przyjemnie ciepły wiatr.
                – W takim razie przyniosę spod pokładu bułeczki i dżemy od twojego taty.
                – Obudź przy okazji tych dwóch napaleńców – poprosiłem, schodząc z pokładu do wody, która sięgała mi do kostek. – Ja zaraz wrócę. Muszę na stronę.
                – Dobrze, dobrze.
                Musiałem przejść kawałek w wodzie zanim wyszedłem na brzeg. Odszedłem kawałek by nikt ciekawski nie zobaczył jak odcedzam kartofelki.
                – Nikodem! – Usłyszałem wołanie Tristana.
                – Już idę! – odkrzyknąłem.
                Gdy wróciłem na pokład wszyscy już siedzieli dookoła stolika. Maciek wyglądał na niewyspanego. Uśmiechnąłem się krzywo i usiadłem obok swojego chłopaka.
                – Co jest, Maciek? – zapytałem. – Czyżbyś się nie wyspał?
                – Nikodem… – Tristan szepnął, upominając mnie.
                – No co? Wolałbym następnym razem nie wysłuchiwać jęków swojego młodszego brata. – Spojrzałem znacząco na Maćka. – Jak już to robicie to róbcie to po cichu.
                – Taa, my mamy robić to po cichu, a wy to co?
                – Oj, przepraszam bardzo – wtrącił się Tristan. – Przez wasze igraszki straciliśmy ochotę na cokolwiek.
                Zaśmiałem się i przytuliłem swojego partnera.
                – Spokojnie, dzisiaj to sobie odbijemy – wyszeptałem mu na ucho. – A teraz życzę wszystkim smacznego.

*

                Po skończonym posiłku wspólnie zdecydowaliśmy, że chcemy zostać na miejscu jeszcze jeden dzień i poświęcić go na leniuchowanie, granie w karty i pływanie.  Ostatnią propozycję chętnie wykorzystał Tristan, który, gdy tylko zrobiło się ciepło zaczął dostawać ataków gorąca. Maciek dołączył się do niego i już po chwili obaj pływali wokół jachtu. Maciek zabrał nawet koło ratunkowe z jachtu i razem z Tristanem trzymali się go, dryfując swobodnie. Ja w tym czasie siedziałem wyłożony na pokładzie wraz z Kubą. Popijaliśmy piwo.
                – Jak tam w nowej pracy, Kuba? – zapytałem, nie przestając obserwować Tristana i swojego brata.
                – Ciężko, ale daję radę. Z ulgą przyjąłem te dwa tygodnie urlopu z wami.
                – Taa, u mnie też nie jest kolorowo. Niby pracuję u ojca, ale praca pełnoetatowego trenera nie jest prosta. Już wiem co musi przeżywać Seweryn. Na szczęście teraz ma przydzielone dzieciaki.
                – A jak tam się układa wasz związek?
                – No właśnie… – mruknąłem, zerkając na puszkę piwa. – Mam coś w planie na dzisiejszy wieczór.
                – Co takiego?
                Uśmiechnąłem się i sięgnąłem do kieszeni, z której wyciągnąłem małe, granatowe pudełeczko. Ostatnimi czasy nie rozstawałem się z nim.
                – Czy to to o czym myślę? – zapytał z uśmiechem Kuba.
                – Dokładnie, ale nie jestem pewny czy to nie za szybko.
                – Nie żartuj. Już najwyższy czas. Ostatnimi czasy twój tato nie mówi o niczym innym! – Zaśmiał się.
                – Naprawdę? – Uśmiechnąłem się.
                – Tak i myślę, że wszyscy się ucieszą, a zwłaszcza Tristan.
                – Mam taką nadzieję.

*

                Wieczorem wszyscy ponownie usiedliśmy przy ognisku. Zjedliśmy kolację i pośmialiśmy się, opowiadając sobie zabawne historie. Kuba, widząc, że wciąż się waham postanowił mi trochę pomóc.
                – Myślę, że Nikodem chciałby teraz zabrać głos.
                Tristan spojrzał na mnie z pytaniem w oczach. Odchrząknąłem i podniosłem się z miejsca. Sięgnąłem niepewnie do kieszeni i wyciągnąłem pudełeczko. Spojrzałem na nie, obracając je w palcach. Zdawałem sobie sprawę z tego, że wszyscy się na mnie patrzą. Jeszcze nigdy nie czułem tak dużej presji. Nawet podczas zawodów.
                – Tristan – odezwałem się, klękając przed nim na jedno kolano. – Czy zgodzisz się spędzić ze mną resztę swojego życia? – zapytałem, otwierając pudełeczko.
                Tristan zaniemówił, przykładając dłonie do ust.
                – Ja…
                – Zgódź się! – krzyknął mój brat.
                Rudy zaśmiał się i pokiwał energicznie głową.
              – Zgadzam się. Chcę spędzić resztę swojego życia z tobą – powiedział, po czym uklęknął obok mnie i mocno przytulił. – Kocham cię, Nikodem.
                – Ja ciebie też kocham, Tristan – powiedziałem, po czym pocałowałem go mocno.
                Gdy się od siebie oderwaliśmy nałożyłem na jego palec delikatny pierścionek.
                – Teraz i na wieki – powiedział, patrząc mi w oczy.

                – Teraz i na wieki.

środa, 20 kwietnia 2016

Spotted Love 11

Dziękujemy za wszystkie komentarze!
#freak

Spotted Love



Rozdział 11



Nikodem
                – Co takiego?! – wykrzyknął tato wyprowadzony z równowagi. – Jak ona śmie?! – pieklił się.
                Było wczesne popołudnie. Rano odwiozłem Tristana do domu, a gdy tato wrócił ze swojej piekarni postanowiłem mu powiedzieć co wymyśliła moja była dziewczyna. Ojciec również był przy tej rozmowie.
                – Nie denerwuj się tak, kochanie – powiedział Błażej, głaskając tatę po ramieniu.
                – Jak mam się nie denerwować? Ta głupia dziewczyna próbuje wyłudzić od nas pieniądze, a jako kartę przetargową wykorzystuje nienarodzone jeszcze dziecko! Jak tak można?
                – Nam też się to nie podoba, ale nie możemy na to nic poradzić. Na razie trzeba rozstrzygnąć sprawę dziecka. Sylwia próbuje nam wmówić, że Nikodem jest ojcem, ale doskonale wiemy, że jest to niemożliwe – powiedział ojciec ostrożnie, spoglądając na mnie.
                – Niki, uprawiałeś z nią seks bez zabezpieczenia? – zapytał nagle tato.
                Zdziwiło mnie to pytanie i wstyd było mi przed sobą przyznać, że Mikołaj ma rację. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że nie powinienem był aż tak bardzo ufać Sylwii.
                – Mówiła, że bierze tabletki – mruknąłem niemrawo.
                – Brawo, synku! – wykrzyknął Mikołaj, podrywając się. – Jesteście tacy sami! – powiedział, wskazując na ojca.
                Nie wiedzieć czemu Błażej zarumienił się lekko i odchrząknął. Spojrzałem z pytaniem na tatę.
                – Dziwisz się, syneczku? Gdyby nie ta sama głupota twojego ojca, nie siedziałbyś tu teraz.
                – Tylko, że w moim przypadku nie wynikną z tego żadne konsekwencję – powiedziałem pogodzony już ze swoją… ułomnością.
                – Tak, ale wtedy tego jeszcze nie wiedziałeś.
                – No…
                – Nie mrucz mi tu pod nosem! Nie jesteś małym dzieckiem. Trzeba tą dziewuchę uświadomić, że nie możesz być ojcem tego dziecka.
                – Mam się jej przyznać, że jestem niepłodny? Wyśmieje mnie!
                – Czasem trzeba schować dumę do kieszeni, Niko – odezwał się ojciec. – Ja musiałem to zrobić, gdy pojawiłeś się na świecie. To nie koniec świata, synu. Jeśli Sylwia uzna twoją bezpłodność za coś zabawnego i mało męskiego to zwyczajnie pokaże swoją niedojrzałość.
                – Masz rację. – Podrapałem się po karku i wstałem od stołu. – Pójdę do siebie – powiedziałem, po czym wyszedłem z kuchni.
                Skierowałem do swojego pokoju. Usiadłem na podłodze, opierając się o łóżko, włączyłem Play Station i zatraciłem się w brutalnej grze.

***

                Następnego dnia powiadomiłem Sylwię by zjawiła się o czwartej popołudniu na rynku w mieście. Chciałem ją uświadomić, że nie mogę być ojcem jej dziecka. Jednocześnie upewnić się, że mnie zdradzała, gdy jeszcze byliśmy razem, bo jak to dziecko nie jest moje to w końcu kogoś musi być. Ranek spędziłem na ujeżdżalni, wyciskając z siebie siódme poty by jak najmniej myśleć o tej sytuacji. Tristan napisał, że jego mama wróciła z Francji i jak tylko się dowiedziała, że pozbawiłem jej synka dziewictwa od razu umówiła go na wizytę u lekarza, więc dzisiaj rano nie był w stanie się ze mną spotkać. Obiecał, że przyjedzie wieczorem, a ja miałem nadzieję, że po rozmowie z moją ex, Sylwia da mi wreszcie spokój.
                Parę minut po trzeciej zacząłem się zbierać do wyjścia na spotkanie z Sylwią. Zszedłem na parter. Ojciec siedział w salonie. Chyba mu się przysnęło na kanapie przy jakimś filmie, bo słyszałem chrapanie. Zaglądnąłem do salonu i zobaczyłem, że Błażej rzeczywiście zasnął, ale nie przy jakimś starym filmie tylko przy bajce dla dzieci. Filipek spał na kolanach ojca z otwartą buzią i obśliniał mężczyźnie koszulkę. Zaśmiałem się cicho i wycofałem się z salonu. Poszedłem do kuchni gdzie zastałem tatę, który siedział przy stole, popijając herbatę i czytając książkę.
                – Tato, widziałeś co się dzieje w salonie? – zapytałem z uśmiechem na ustach.
                Mikołaj spojrzał na mnie z pytaniem w oczach, po czym wstał od stołu i udał się w stronę salonu. Poszedłem za nim, nie przestając się uśmiechać. Tato również zaśmiał się, gdy zobaczył swojego męża śpiącego z dzieckiem na kanapie.
                – Coś mi się wydaje, że tatuś nam się starzeje – mruknął Mikołaj, podchodząc do kanapy i podnosząc z kolan ojca Filipka.
                Przytulił chłopca do piersi i pocałował go w główkę.
                – Musiałeś go wymęczyć w nocy, tato. – Rzuciłem i zaśmiałem się.
                Mikołaj obrzucił mnie karcącym spojrzeniem i wyszedł z salonu z Filipem na rękach. Ruszyłem za nimi.
                – Nie dziw się ojcu – odezwał się tato, przystając na chwilę na schodach. – Lata mijają, a my nie stajemy się młodsi. – Uśmiechnął się troszkę smutno.
                – Wiem, tato. Żałuję, że nie mogę obiecać wam wnuków.
                – Oczywiście, że możesz. W dzisiejszych czasach jest tyle możliwości. Możesz podjąć leczenie niepłodności. Jest jeszcze adopcja – powiedział niby od niechcenia.
                – Adopcja…? – powtórzyłem, obserwując ojca szeroko otwartymi oczami.
                Tato uśmiechnął się ciepło i spojrzał na swoją najmłodszą pociechę.
                – W końcu każde dziecko potrzebuje miłości – powiedział, po czym wszedł na piętro.
                Nie do końca wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Wiedziałem, że mam możliwość podjęcia leczenia niepłodności, ale to nie była pewna metoda. Adopcja. Owszem, mógłbym o tym pomyśleć, ale jeszcze nie teraz. Byłem na to za młody. Tristan tym bardziej. Moje pesymistyczne myśli jednak podpowiadały mi, że adopcja będzie jedyną opcją dla mnie i dla Tristana by móc posiadać dzieci. Oczywiście o ile Tristan nie zostawi mnie po tym jak mu powiem o swojej ułomności. Postanowiłem, że zrobię to dzisiaj wieczorem. Jak to ojciec powiedział: „Czasami trzeba schować dumę do kieszeni”.

Tristan
Ale mamo, to tylko malinka. Przecież to nie znaczy, że doszło do czegoś między nami! – powiedziałem zaczerwieniony na twarzy.
Właśnie wróciłem od Nikodema. Jak się okazało mama wróciła właśnie do domu. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie zobaczyła malinki na mojej szyi.
Nie, nie, nie. Ja już dobrze wiem, co takim dzieciakom chodzi po głowie. Jutro rano pojedziemy do lekarza.
Jęknąłem niezadowolony i spróbowałem z innej strony.
Mamo, ja wiem, co to są zabezpieczenia. Naprawdę wizyta jest zbędna. Nie masz co się martwić. Wnuków na razie mieć nie będziesz.
Ty się nie wymądrzaj, Tristanie Jakubie Wilczaku. Jutro idziemy do lekarza. A teraz idź do swojego pokoju. Ja muszę się napić herbaty, bo chyba dostanę migreny przez ten stres. Mój synek stracił winek. To potworne – powiedziała mama, wzdychając teatralnie. 
Ja też westchnąłem, ale z frustracji. No, bo hej! Jutro będzie mój najbardziej upokarzający dzień.


Siedzieliśmy z mamą w przychodzi ginekologicznej. Ta kobieta uparła się, na tą wizytę i mimo moich usilnych starań by jednak tego uniknąć nie dała się przekonać. Naprawdę chciałem uniknąć krępującej rozmowy. Gdy pielęgniarka wyczytała moje nazwisko mama od razu zerwała się z miejsca.
Nie, mamo. Ja sam idę. Ta rozmowa będzie już i tak wystarczająco żenująca – mruknąłem lekko zaczerwieniony, wchodząc za pielęgniarką do gabinetu. Za biurkiem siedziała kobieta w średnim wieku. Pani Malinowska. 
Witaj, Tristan. Twoja mama wczoraj dzwoniła, chcąc cię umówić na wizytę kontrolną. Mam rozumieć, że sprawdzamy ile ma dzidziuś? – zapytała z uśmiechem, a ja poczerwieniałem.
Nie, ja… nie jestem w ciąży. Mama się uparła na tą wizytę, gdy… Odchrząknąłem lekko zażenowany. Gdy zobaczyła malinki na mojej szyi.
Och, rozumiem. W takim razie przejdziemy po prostu do rutynowych pytań. Jak długo jesteś ze swoim partnerem i kiedy mieliście swój pierwszy raz?
Jesteśmy ze sobą około dwóch miesięcy, a nasz pierwszy raz odbył się jakiś tydzień temu –powiedziałem, spuszczając lekko głowę.
Rozumiem. Zabezpieczacie się, prawda?
Oczywiście!
Rozumiem. Jakim sposobem?
Prezerwatywy – powiedziałem cicho.
Rozumiem, porozmawiamy później o tabletkach antykoncepcyjnych – powiedziała kobieta, zaznaczając coś na karcie.
Jakie miałeś odczucia po pierwszym razie?
– Lekki dyskomfort. Ale tylko na początku, później przeszło. Od razu zacząłem się obawiać, że będzie chciała coś sprawdzać.
W porządku, rozumiem. W takim razie teraz pójdziesz do pokoju obok na pobranie krwi by upewni się, że nic ci nie dolega oraz, że nie jesteś jednak w ciąży, a następnie porozmawiamy o pigułkach, które ci przepiszę.
W pomieszczeniu obok tak jak powiedziała pani Malinowska została mi pobrana krew, a po krótkim odpoczynku wróciłem do gabinetu. Usiadłem przy biurku na krześle, spojrzałem niepewnie na lekarkę.
No dobrze. Zadam ci kilka pytań, dzięki którym ustalimy, które mogę ci zapisać tabletki, w porządku?
Kiwnąłem głową.
Cierpisz na bóle migrenowe?
Nie.
Palisz?
Nie.
Problemy z sercem?
Nie. Nie rozumiem, po co te pytania.
Jest to ważne bym wiedziała czy mogę ci przepisać tabletki antykoncepcyjne dwu składnikowe czy nie.
Och, rozumiem. – Guzik rozumiałem, ale byłem zbyt skrępowany by dopytywać dalej.
Wolałem po prostu odpowiadać szczerze na pytania.
Problemy z krążeniem? Choroby zatorowo-zakrzepowe?
Nie i nie.
No to świetnie, ostatnie dwa pytania. Problemy z wątrobą lub cukrzyca?
Nie.
No dobrze, w takim razie wypisze ci receptę na te dwu składnikowe. Niech twoja mama odbierze przy recepcji receptę. Na opakowaniu będziesz mieć objaśniony sposób ich brania. Nie będę cię już męczyła – powiedziała z chichotem, widząc moje zażenowanie.
W porządku. Dziękuję pani.
Żaden kłopot. Widzimy się za miesiąc na wizycie kontrolnej. Sprawdzimy jak twój organizm zareagował na leki.
Kiwnąłem głową i żegnając się z kobietą wyszedłem przed gabinet. Mamie dałem kartkę od pani Malinowskiej by poszła do recepcji, a sam poszedłem do automatu z napojami by sobie coś kupić.
Gdy miałem już wrzucić pieniądze obok siebie zobaczyłem Sylwię z dość sporym… ciążowym brzuchem.
Och, no witam cię rudzielcu. Ty też? – zapytała, sugestywnie zerkając na mój brzuch.
Pokręciłem głową.
No tak, przecież od zawsze Niko planował mieć ze mną dzieci. Może i się poróżniliśmy, ale to przecież jego maleństwo – powiedziała, głaszcząc swój brzuch.
To dziecko Nikodema?
Nic ci jeszcze nie powiedział? – zapytała zdziwiona.
O czym?
Jakiś czas temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Byłam u Nikodema. Nie trudno się domyśleć, że Niko myśli już o dzieciach. Jest naprawdę dojrzały jak na swój wiek. Po tym jak powiedziałam mu o ciąży zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej? W tym tygodniu Niko zadzwonił do mnie by powiedzieć mi, że chce znów spróbować. Byśmy byli rodziną. Mam się z nim dziś spotkać w mieście, a potem on miał z tobą porozmawiać.
Otworzyłem zaskoczony usta i odsunąłem się od niej.
Nie wierzę ci! Kłamiesz!
Ja kłamię? To sam się przekonaj i jedź dziś ze mną o szesnastej na spotkanie z Niko. Jeśli tam będzie, raczej mi uwierzysz, prawda?
Przygryzłem wargę niepewny, ale w końcu westchnąłem i kiwnąłem głową.
W porządku. O której i gdzie mam być?


Równo o szesnastej stawiłem się u nas na rynku. Od razu zauważyłem dziewczynę. Siedziała na ławce, głaszcząc się po brzuchu. Ale nie to złamało mi serce, a widok Nikodema zmierzającego w stronę dziewczyny. Poczułem jak łzy kłują mnie niemiłosierne.
Ty draniu! Czyli ona miała rację! Chcesz założyć z nią rodzinę i mnie zostawić! W porządku, pomogę ci! Nie ma już nas. Nie chodzi o to, że ona jest w ciąży, bo to się stało, gdy byliście razem, ale chodzi o to, że byłeś takim tchórzem i nie powiedziałeś mi o tym. Nienawidzę cię! Słyszysz?! – krzyknąłem, gdy po moich policzkach zaczęły cieknąć łzy. – Życzę ci powodzenia oraz byś była szczęśliwa ze swoją rodziną – powiedziałem cicho do dziewczyny i odwróciłem się do zszokowanego chłopaka.
Żegnaj, Nikodem – powiedziałem cicho i ruszyłem biegiem przed siebie, zaślepiony żalem i bólem złamanego serca.

Nikodem
                – Widzisz co narobiłaś?! – krzyknąłem w stronę dziewczyny.
                – A co ja takiego zrobiłam? – zapytała zdziwiona. – Spotkaliśmy się u ginekologa to mu powiedziałam, że mam z tobą dziecko i, że tak naprawdę tylko mnie kochasz. – Chciała mnie objąć za szyję, ale nie pozwoliłem jej na to.
                – Ja nie jestem ojcem twojego dziecka – warknąłem.
                – Jak nie ty, to kto niby miałby być?
                – Nie wiem kto, ale jestem pewny, że nie ja.
                – Co ty opowiadasz, Nikodem? – Zmarszczyła brwi.
                – To co słyszysz. Nie mogę być ojcem twojego dziecka, bo jestem bezpłodny – powiedziałem beznamiętnie. – Nie wiem z kim mnie zdradzałaś, ale to na pewno jego dziecko.
                – Wkręcasz mnie? – prychnęła. – Nie żartuj sobie, Nikodem. Nie chcesz się przyznać do dziecka?
                – Jak mam się przyznać do nie swojego dziecka? Dziewczyno, zrozum, że ja nie mogę mieć dzieci! A teraz wybacz, ale muszę ratować swój związek. Proszę nie dzwoń do mnie więcej – powiedziałem i nie czekając na jej odpowiedź ruszyłem biegiem w stronę domu Tristana.
                Podejrzewałem, że rudy pobiegł do siebie. Na szczęście chłopak mieszkał niedaleko rynku, więc w krótkim czasie znalazłem się pod jego blokiem. Wbiegłem na trzecie piętro i zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Otworzył mi jego ojciec.
                – Dzień dobry – odezwałem się zziajany. – Mogę porozmawiać z Tristanem? – zapytałem od razu.
                – Witaj, Nikodem. Przykro mi, ale Tristan wyraźnie zaznaczył, że nie chce z tobą rozmawiać.
                Widziałem, że mężczyzna zapewne już o wszystkim wie. Patrzył na mnie chłodnym, a nawet mógłbym powiedzieć, że złowrogim wzrokiem.
                – Proszę pana, ja wiem, że to co widział i usłyszał Tristan od mojej byłej dziewczyny mogło go zranić, ale ja jestem w stanie to wszystko wytłumaczyć. To naprawdę nie tak.
                – Chciałbym ci wierzyć, chłopcze, ale widok mojego syna tak roztrzęsionego nie daje mi do tego podstaw.
                – Ja naprawdę nie kłamię! Proszę mi pozwolić wszystko wyjaśnić! – poprosiłem błagalnie. – Muszę mu powiedzieć coś bardzo ważnego.
                Mężczyzna miał się właśnie odezwać, gdy usłyszeliśmy kobiecy głos. Matka Tristana mówiła coś po francusku do męża. Była wyraźnie zdenerwowana. Gdy mnie zobaczyła jej złość wezbrała na sile i krzycząc coś do męża zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Zakląłem pod nosem i wyciągnąłem z kieszeni telefon. Próbowałem się dodzwonić do Tristana, ale chłopak cały czas odrzucał moje połączenia aż w końcu wyłączył telefon. Byłem bezradny. Nie wiedziałem co zrobić. Bez sensu było stanie pod drzwiami ich mieszkania. Załamany wróciłem na parking, na którym zostawiłem samochód, po czym wróciłem do domu. Wtoczyłem się do kuchni i jak ostatni żul przewiesiłem się brzuchem przez krzesło. W kuchni był tato. Patrzył na mnie, nic nie rozumiejąc.
                – Nikodem? Dobrze się czujesz, dziecko? – zapytał niepewnie.
                Mruknąłem tylko coś pod nosem i westchnąłem ciężko. Mikołaj usiadł na krześle obok mnie i wziął moją głowę na swoje kolana.
                – Co się stało synku?
                – Rozmawiałem z Sylwią.
                – Powiedziałeś jej wszystko?
                – Tak, ale nie to jest powodem mojego podłego samopoczucia.
                – No to co się stało?
                – Sylwia nagadała coś Tristanowi, bo spotkali się dzisiaj u ginekologa i kazała mu przyjść na rynek. Młody zobaczył ją z brzuchem i mnie, i uwierzył w to co mu powiedziała w klinice. Podobno wrócił do domu zapłakany. Jego ojciec nie wpuścił mnie do mieszkania i nie pozwolił z nim porozmawiać. Próbowałem się do niego dodzwonić, ale wyłączył telefon. Nie wiem co mam teraz zrobić – zajęczałem załamany.
                Słyszałem jak tato wzdycha ciężko i zaczyna przeczesywać moje włosy. Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
              – Mogę zadzwonić jutro do jego rodziców i poprosić ich by pozwolili ci porozmawiać z Tristanem – odezwał się ojciec.
                –Mógłbyś? – mruknąłem w jego kolano.
                – Tak, zadzwonię jutro do jego taty i poproszę go o to.
                – Kocham cię, tato. Jesteś wielki.
                – Też cię kocham, synku, ale teraz wstawaj. Pomożesz mi w kuchni byś się nie zamartwiał tak bardzo.
                Uśmiechnąłem się delikatnie i kiwnąłem głową. Tato był kochany. Zawsze starał się nam pomagać jak tylko mógł.

***

                Nazajutrz Mikołaj zadzwonił do ojca Tristana z prośbą o moje spotkanie z nim. Rozmawiali dobre dwadzieścia minut, a ja chodziłem po całym domu zestresowany i zdenerwowany. Wiedziałem, że ta rozmowa miała być swego rodzaju przełomem w naszym związku. O ile go nie zakończy. Nie wiedziałem czy Tristan zechce być z niepłodnym facetem, który w przyszłości nie da mu dzieci.
                Po rozmowie telefonicznej tato przyszedł do mojego pokoju z niemrawym wyrazem twarzy. Spojrzałem na niego zaniepokojony.
                – Tato?
                – Nikodem… Tristan w nocy z wczoraj na dziś wyleciał do Paryża.

Tristan
Siedziałem w salonie w domu w Paryżu. Mój brat wciąż wściekły robił dla nas ciepłe napoje, a ja wypłakiwałem oczy na ramieniu jego narzeczonej.
- Ja nie rozumiem! Skoro niby chciał wszystko wyjaśnić, wydzwaniając do mnie, to czemu ukrywał wcześniej to wszystko przede mną? Wydaje mi się, że gdyby to wszystko było kłamstwem to by mi powiedział wcześniej. Nie wiem, może Sylwia próbuje go wrobić w dziecko? Albo faktycznie będą mieć dziecko, ale to nic między nami nie zmieni? Ale nie! On nic mi nie wspomniał. I tak jak powiedziała Sylwia był w centrum i czekał na nią. Po co? Po co?! – zapytałem i znów się rozpłakałem.
– Nie wiem, braciszku, po co, ale wiem jedno. Jak dorwę drania w swoje ręce to rozerwę go na strzępy. 
– Nie, nie – powiedziałem, nie chcąc sobie wyobrażać jak mój brat mógłby chcieć sobie porozmawiać z Nikodemem.
Mimo że chłopak roztrzaskał moje serce na kawałki to wciąż go kocham i to się chyba nigdy nie zmieni.
– Nie Niko, nie Niko – przedrzeźnił mnie. – Czy ty się słyszysz?! Ten jebany dupek cię oszukał, skrzywdził, wykorzystał, odbierając wszystko, a teraz okazuje się, że będzie mieć ze swoją byłą bachora i ty go jeszcze bronisz?
– Po pierwsze, bronię go, bo wciąż go kocham – powiedziałem, czując jak po moich policzkach znów cieknął łzy. - A poza tym nie ładnie tak mówić o dziecku. Nie ważne czyje jest i czy się lubi tych ludzi czy nie.
– Nie mój drogi. Ty po prostu masz za dobre serce.
Westchnąłem tylko, przymykając oczy.

***

– Tristan, dziś kończą się ferie. Powinieneś wrócić do Polski.
Właśnie rozmawiałem z tatą. Od mojego przylotu do Francji minęły dwa tygodnie. Nie czułem się wcale lepiej niż przed przyjazdem.
– Ale ja nie chcę. Nie chcę wpaść na Niko.
– Ja wiem, synku, ale my tęsknimy za tobą. Poza tym, jeśli będziesz unikać od Nikodema nie będziesz mógł widywać Spota.
Westchnąłem, bo tata miał rację.
– Tak, masz rację. Daj mi jeszcze tydzień, dobrze?
– Mhm… Tristan… Gdy wrócisz może jednak spotkasz się z Nikodemem? On nie wygląda na szczęśliwego ojca w związku i wydaje mi się, że powinniście sobie to wszystko wyjaśnić – powiedział mój tato, zaskakując mnie.
– Ja… Nie wydaje mi się. Na razie tato.

Tydzień później wróciłem do Polski. Nie byłem przygotowany na powrót, a tym bardziej na spotkanie z Nikodemem w najbliższym czasie. Nawet nie spodziewałem się jak ono szybko nadejdzie. 
Wróciłem w piątek późnym wieczorem. Planowałem sobotę spędzić na zakupach. Tak dla rozluźnienia. Ale nie do końca mi się to udało, bo praktycznie, gdy tylko wszedłem do galerii wpadłem na Sylwię i… ktosia.
– O, francuz!
– O, dziewczyna mojego byłego ze swoim kochankiem.
– Co? Ach, nie! To jest mój chłopak. A Nikodem to ciota i nic więcej. Poza tym, wygląda ostatnio jak ostanie gówno. Nic nie warte uwagi – powiedziała, wydymając wargi, a potem poprowadziła swojego faceta do wyjścia z galerii.
Jej słowa spowodowały, że naprawdę zacząłem się zastanawiać jak się ma Niko. Mój kochany Niko... Westchnąłem cicho i tak jak sobie obiecałem poszedłem na zakupy.


W niedzielę postanowiłem się zebrać i pojechać by zobaczyć Spota. Gdy dojechałem do stadniny od razu skierowałem się do stajni. Gdy tylko ujrzałem mojego konia podbiegłem do niego.
– Spot, mój śliczny. – Szczęśliwy ucałowałem szyję zwierzęcia.
Chciałem coś dodać, ale usłyszałem podniesione głosy.
– Niko, nie możesz tak dłużej!
– Mikołaj, nie denerwuj się.
– Jak mam się nie denerwować skoro mój syn się zapija?! Spójrz na niego. Jak schudł, zapadł się! To już nie ten sam chłopak! 
– Tato, ty nic nie rozumiesz! Przez moją nienormalna byłą, która próbowała mnie wrobić, straciłem go. A ja go kocham!
Usłyszałem jak drzwi się otwierają, więc spojrzałem w tamtym kierunku. W drzwiach stał Nikodem. Znaczy… chyba. Był chudy, blady, poszarzały na twarzy i nieogolony. Zupełnie jak nie on. Na pierwszy rzut oka mogłem stwierdzić, że jest podpity. Poczułem jak w moich oczach zbierają się łzy.
– Niko?
Co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony chłopak, odwracając się w moją stronę. – Nie jesteś we Francji?
Muszę wrócić do szkoły. Poza tym mam tu obowiązki. A Spot jest jednym z nich – powiedziałem, starając się nie patrzeć na niego.
Nie mogłem przeżyć tego jak zmienił się i zaniedbał.
Ach… No tak, bo nasz związek nic dla ciebie nie znaczył, co francuziku?
Niko! – Mikołaj krzyknął zaskoczony równocześnie, gdy ja wykrzyknąłem wściekły.
Słucham?! Dla mnie nic nie znaczył?! Chyba dla ciebie! Byłeś się spotkać z tą puszczalską panienką by planować waszą rodzinkę, a nie miałeś nawet odwagi mi się do tego przyznać i rozstać się ze mną normalnie!
Co ty pieprzysz?! Nie byłem się z nią spotkać by planować rodzinę!
Poczułem ukłucie. No bo jak nie po to, to po co ?
Ale ona powiedziała, że wiesz o dziecku i, że będziesz na mieście! I byłeś! Wiedziałeś o dziecku!
Kątem oka zauważyłem jak rodzice chłopaka się wycofują ze stajni. Ja potrafiłem jednak myśleć tylko o tym, co teraz będzie. Co Niko mi powie. Chłopak zbliżył się powoli do mnie. 
Nie mówiłem ci, że Sylwia jest w ciąży, bo nie widziałem potrzeby.
Poczułem jak coś nieprzyjemnego kuje mnie w klatce piersiowej na te słowa. No bo jak nie widział potrzeby?
Wiedziałem, że dziecko nie jest moje, więc nie chciałem cię denerwować. Nigdy nie planowałem kończyć naszego związku – powiedział, stając na przeciwko mnie.
Dzielił nas niecały może metr.
To, po co byłeś tam na mieście?
Chłopak spojrzał mi smutno w oczy.
Mam nadzieje, że jak ci odpowiem to nie znienawidzisz mnie.
Zmarszczyłem brwi, bo jak miałbym go z nienawidzić? Niko odetchnął głośno i odezwał się niepewnie.
Byłem na spotkaniu by powiedzieć, jej że mam kogoś kogo kocham i to nie jest ona. Oraz żeby dała mi spokój, bo to nie moje dziecko. Chcesz wiedzieć dlaczego jestem pewny?
Od razu kiwnąłem głową.

Nikodem
                – Jestem bezpłodny – powiedziałem z duszą na ramieniu.
                Patrzyłem na reakcję Tristana. Chłopak początkowo wstrzymał oddech. Dopiero, gdy dotarły do niego moje słowa wypuścił powietrze, kucnął obok boksu, opierając się plecami o jego drzwiczki i ukrył twarz w dłoniach.
                – Boże… Jaki ja jestem głupi – wyszeptał, ocierając policzki z pojedynczych łez. – Mogłem z tobą porozmawiać. Dać ci wszystko wyjaśnić. – Pokręcił głową. – Ale oczywiście musiałem postawić na swoim i wyjechać na dwa tygodnie! – Pociągnął nosem i spojrzał na mnie.
                Nie wiedziałem jak zareagować na jego zachowanie. Schowałem dłonie do kieszeni spodni i spuściłem wzrok. Chciałem by jakoś skomentował moje wyznanie, a nie pozostawiał mnie w niepewności.
                Tristan podniósł się z ziemi i podszedł do mnie powoli. Wyciągnął ręce i objął mnie w pasie, głowę opierając na mojej piersi. Odruchowo również go przytuliłem.
                – Podejrzewam jak trudne musiało być dla ciebie to wyznanie – wyszeptał.
                Bąknąłem tylko coś w odpowiedzi i przytuliłem policzek do jego włosów. Tristan odsunął się ode mnie kawałek i uśmiechnął się delikatnie.
                – Mój dzielny niedźwiadek – powiedział, dotykając moich policzków. Skrzywił się lekko, gdy poczuł pod palcami szorstki zarost. – Nieogolony niedźwiadek. – Zaśmiał się krótko.
                Uśmiechnąłem się na to stwierdzenie, ale zaraz ponownie spoważniałem.
                – Zdajesz sobie sprawę, że to wszystko zmienia, prawda? Masz teraz szansę się wycofać.
                – Dlaczego miałbym?
                Zdziwiłem się trochę.
                – No bo… Jestem bezpłodny? Nie mogę ci zaoferować tego co inni faceci.
                – Przestań – parsknął, kładąc dłonie na moim torsie. – Większość z nich nie jest w stanie mi zaoferować choćby połowy z tego co już mi dałeś. – Uśmiechnął się. – Nikodem, nie wyobrażam sobie bym mógł być z innym facetem. Kocham cię. Ciebie i twoją rodzinę. Naprawdę nie mogłem lepiej trafić.
                – Ale ja…
                – Przestań się przejmować! Nie możesz mieć dzieci, rozumiem, ale czy to powód by mnie od siebie odganiać?
                – Nie odganiam cię… – bąknąłem pod nosem.
                – Ta, jasne. – Przewrócił oczami. – Na razie nie będziemy się tym przejmować, okay?
                Niemrawo kiwnąłem głową. Nie byłem do końca przekonany, co chyba zauważył Tristan.
                – Nikodem, naprawdę to mi nie przeszkadza.
                – Teraz nie, ale co powiesz za parę lat, gdy będziesz chciał mieć dzieci?
Rudy uśmiechnął się jedynie.
– Wtedy pomyślimy wspólnie nad rozwiązaniem. Jest takie przysłowie: „Wczoraj to już historia, jutro to tajemnica, a dzisiaj to dar losu.” Nie zmarnujmy tego, Niko.
– Postaram się – powiedziałem i uśmiechnąłem się delikatnie.
– Poza tym, – przybliżył usta do mojego ucha – są też pozytywne strony.
– Niby jakie?
– Nie musimy się zabezpieczać. – Zaśmiał się, a ja razem z nim.
– Może masz rację.
– Na pewno mam. A teraz chodź. Muszę cię doprowadzić do porządku. Wyglądasz jak żul spod sklepu.

Skrzywiłem się na to porównanie, ale nie mogłem zaprzeczyć. Naprawdę wyglądałem jak ostatni lup. Nic w tym zresztą dziwnego. W ogóle o siebie nie dbałem. Tato jeszcze jakoś zaganiał mnie pod prysznic od czasu do czasu, ale sam z siebie nic nie robiłem. Co ta miłość potrafi zrobić z człowiekiem?